Pokemon GO lepsze niż Endomondo

Gra która stała się prawdziwym ewenementem i nie mówię tylko o dzieciakach. Serio, sam mam 22 lata, wiecie poważne plany, ambitne studiowanie i tak dalej. A mimo to uwielbiam idąc z psem odpalić tę grę, którą traktuje jako świetny motywator fitnessowy.

Gry jako takiej nie musze raczej przedstawiać, jednak dla niezorientowanych, chodzisz po prawdziwej mapie swojej okolicy i zbierasz Pokemony. Co najlepsze to zbieramy póki co jedynie te kultowe z pierwszej serii która liczyła ich 150. Ważnym dodatkowo aspektem jest to, że wiele rzadkich Poksów można wyhodować z jajek. Żeby te się wykluły trzeba je „wychodzić” przebywając odpowiednio 2, 5 lub 10 kilometrów. Apka nie do końca dokładnie zlicza przebyty dystans ale i tak frajda jest mega. Odwiedziłem masę miejsc w które nie zaglądałem od kilkunastu lat! Poznałem też wiele nowych, o których nigdy nie słyszałem.

Przechwytywanie
Źródło: Bloomberg

Czas na aspekt ekonomiczny. Akcje Nintendo, o czym tłumnie trąbiły wszystkie stacje i portale technologiczne, skoczyły z poziomu 14 490 JPY (jenów japońskich) do uwaga 31 770 JPY. To wzrost o ponad 100%! Najśmieszniejsze jest to, że Nintendo jako duży gracz japoński spowodował zmianę indeksu japońskiej giełdy Nikkei o około 11%, to serio rzadko spotykany wzrost jak na gospodarkę tej wielkości i stopień jej rozwinięcia. Jednak najlepsze, że to spowodowało wzrost indeksu amerykańskiej giełdy, potem europejskich (londyńskiej i niemieckiej) co w rezultacie pokazuje, że Pikachu stymulowało zmiany na Warszawskiej giełdzie….tylko trochę co prawda ale ciekawe i zastanawiające nie? Jednak  bańka zaraz potem pękła i nie przez malwersacje, jakieś kontrowersje czy inne afery. Po prostu wyszło na jaw, że  to nie Nintendo (twórca Pokemonów) zrobił grę, a stoi za sukcesem gry małe studio Niantic, którego jedynie mniejszościowym udziałowcem jest japoński gigant. Obecnie akcje oscylują w granicy 20 tysięcy jenów.

Uważajcie jak gracie, a już szczególnie ochłońcie jak wam wpadnie do głowy wsiąść grając za kółko.

Na koniec 5 wad gry:

  1. Drenuje baterie – jeśli choć raz graliście to wiecie, że power bank to będzie wasz nowy przyjaciel, jeśli chcecie zostać zawodowymi trenerami Pokemon.
  2. Błędy i przeciążenia – co prawda coraz rzadsze, jednak nadal się zdarzają a to przez to, że już od premiery (początkowo tylko w Australii i Stanach) gra w nią więcej osób niż przewidzieli twórcy. Jednak czuć z dnia na dzień rosnącą wydajność serwerowni Niantic.
  3. Zasada uzależnienia – gra spełnia wszelkie cechy gry uzależniającej, za czym niewątpliwie kryje się niemały sukces tej produkcji. Bowiem gracz nie chce wyłączyć gry i zostawić na jutro. Całe rzesze ludzi całe dnie i czasami nawet noce spędzają na przemierzaniu parków, osiedlu i ulic w poszukiwaniu rzadkich okazów.
  4. Brak poszanowania własności oraz szacunku – każdy słyszał już o pojawieniu się stworków w Auschwitz, czy na cmentarzach. To godne potępienia i na nic nie zdadzą się tłumaczenia, że duchowe Poksy pasują do grobów. Nie chce żeby jakiś Bulbasaur skakał po grobie mojego dziadka i tyle. Ale to samo tyczy się domów, ogródków i ogólnie prywatnych terenów. Ludzie ładują się bez pardonu komuś przez płot bo znaleźli Charmandera. Serio? To nie wytłumaczenie. Podobno ochrona na Okęciu ma już dość takich poszukiwaczy wrażeń.
  5. Inwigilacja – broniłem się przed takim spiskowo – depresyjnym zakończeniem lecz prawda jest taka, że oddajemy bieżące położenie, widok z kamerki, dostęp do danych z Google, danych z telefonu (chociażby o stanie baterii). To wszystko, możemy sobie tłumaczyć, jest po to by gra działała i ta wersja jest spoko, można po niej normalnie zasnąć. Jednak jest i gorsza, twierdząca, że pewien gruby informatyk, wcale nie przypominający Chrisa Hermswortha z „Hakera”, skanujący na bieżąco takie dane z całego świata. Być może Twoje dane są mu na nic nie potrzebne, na razie. Lecz po co kusić los? Bo cholerę w ogóle im te dane? Teoria ta mówi, że pod przykrywką nostalgii, emocjonującej rozrywki, nowinki z zakresu społecznego grania….odbiera się prywatność wszystkich na ich własne życzenie.
Michał Włodarczyk Opublikowane przez: