Najbliższe 10 lat będzie kluczowe

Zaczął się rok szkolny, niedługo akademicki a i ogólnie za oknem jakoś tak chłodniej, szybciej robi się szarówka i widoczne są pierwsze żółte oraz czerwieniejące się liście.

Wybrałem się na spacer na którym po łąkach i lasach minęło mnie sporo ludzi. Rodziny z dziećmi na rowerach, spacerujące parki czasem z psiakami, osoby starsze, młodsze, sportowcy biegnący po swoją życiówke. Byli też trenujący droniarstwo sportowe, dzieci z latawcami i kierowcy na quadach (tak to był długi spacer).

Naszło mnie przemyślenie jak od lat 90. Zmieniło się nasze społeczeństwo. Zasadniczo nie tylko na wykresach ale tak po prostu. Ogródki działkowe są zadbane, są tuje, klomby, a kiedyś wystarczyły przecież płoty ze sztachet. Nikt nie patrzył na estetykę ani solidność. Podobnie było z drogami, domami, autami, ubraniami i trybem życie.

Jakkolwiek pewnie w małych miejscowościach nadal najciekawszą atrakcją po pracy ( o ile jest) jest piwko, meczyk czy jakiś paradokument w telewizji. Jednak i w aglomeracjach i w mniejszych miastach robi się coraz nowocześniej. Jednak ta globalizacja pokazuje nam że można aktywnie spędzać czas, wychodzić na dwór, bawić się pod gołym niebem i szczególnie jak jest słońce, chłonąć przyrodę.


Jednak po nic byłaby świadomość że można tak spędzać czas w latach 90. Czy „zerowych” XXI wieku. Wtedy byliśmy po prostu biedni. Pensja poniżej tysiąca na rękę, masowa emigracja na Zachód,  brak perspektyw. To tej pory pamiętam, że na korytarzach w liceum moi znajomi bardzo często mówili o wyjeździe chociażby na Wyspy na stałe. Część tak zrobiła. Nic dziwnego, na głupim zmywaku zarobił 5 razy więcej niż średnia w Polsce (a bezrobocie było wtedy kilkunastoprocentowe).

Jednak nie patrząc na politykę, ostatnia dekada, lata 10 czy po prostu okres 2010-2020 był i jest przełomowy. Doszliśmy do etapu, że coraz mniej osób musi uciekać za granicę a wręcz przedsiębiorcy chcą imigrantów bo brakuje rąk do pracy. Tak, emigracja spadła też dlatego że miliony już są zagranicą.

Te rozmyślania zapewne nie są przypadkowe. Jak kończysz studia, zaczynasz pracę i takie prawdziwie dojrzałe życie to zaczynasz dostrzegać inne rzeczy niż dotychczas. Mimo, że od obrony magisterki minął ponad rok to te spostrzeżenia się nawarstwiają. Widzę po znajomych, że część po zrobieniu pańszczyzny (te 8-9 godzin w korpo) śpi, je, leniuchuje. Prawie jak Tamagotchi. Druga część uczy się języków, podnosi kwalifikacje, rozwija, czyta książki….no coś robi pożytecznego.

Tutaj chyba jest to rozwidlenie. Bo bardzo duża część starszych osób narzeka na obecny stan ale kiedyś o dobrobycie decydowała rodzina w Stanach czy członkostwo w partii. Obecne młode pokolenie ma w ciągu najbliższej dekady na swoich barkach dźwigać gospodarkę która zmierzy się z czym bez precedensu….pułapką średniego dochodu.


Tak, w przeszłości mogliśmy mieć milion km2 powierzchni, rozciągać się od morza do morza, mieć wielkie wojsko itd. Jednak w dobrobycie ogólnym, per capita, to byliśmy daleko za Francją, Anglią czy Niemcami. Obecnie dochodzimy do 75% średniej unijnej czyli poziomu zachodnioeuropejskiego. Nigdy w historii nie byliśmy tak blisko Zachodu – to nie opinia tylko fakt.

 Łatwo jest gonić bogatych sąsiadów jak jest się biedakiem. „Gołodupca” nikt się nie boi, nikt nie traktuje go jako konkurencji, zagrożenia ale też nie jest dla bogatego równym partnerem. Krótko mówiąc pomagano nam, byliśmy tanią siłą roboczą, u nas stawiano fabryki, byliśmy rynkiem zbytu na ich towary, czasem wykupowano nasze firmy też (tak na zaś żeby im nie zagroziły).

Jednak w momencie kiedy chcemy mieć silą gospodarkę, powiedzmy z PKB na osobę na poziomie Francji….taka czołówka światowa. To niestety musimy mieć wysokie pensje, wielkie firmy, rzesze specjalistów i infrastrukturę która niczym krwiobieg doprowadzi ludzi, towary i usługi po gospodarce.

1989-1999  to była dekada wstawania z kolan, walki z mafią i budowania fundamentów quasi wolnego rynku

2000-2010 – wejście do Unii, ściąganie często błagalne inwestorów i budowa krok po kroczku, powolutku dróg, zakładów i wielka termomodernizacja.

2010-2020 – zaczęliśmy masowo ściągać biura, centra operacji biznesowych do Polski, wzrosły dochody, staliśmy się europejscy (nie w znaczeniu utraty polskości ale w podniesieniu zachowań społecznych na wyższy poziom)

Lata 20…..od teraz do 2030 będzie wojna…nie na atomówki, nie na bagnety. Wojna ekonomiczna z bogatym zachodem który nie potrzebuje kolejnego gracza do globalnego Monopoly. Jeśli wygramy to będziemy mieć autostrady, szybką kolej, wielkie lotniska, drapacze chmur oraz pensje niewyobrażalne dzisiaj (rzędu 10 000 średnio brutto).

Jednak nie będzie to łatwe. Bo doszliśmy do średniej. A każdy pamięta w szkole, że dostać tróję to nic nadzwyczajnego. Czasem belfer dał na odczepnego. Jednak na 4, 5 a szczególnie na celujący….trzeba pracować, zarwać noc, zrobić projekty i uczyć, uczyć, uczyć.

Nie jest to afront do wyższych pensji minimalnych jak coś. Nikt nie przewidzi czy to wywoła hiperinflację czy automatyzację pracy. Czy bezrobocie wystrzeli czy tylko zapchamy dziurę na rynku pracy. Jeśli ktoś zna odpowiedź to kłamie. Za dużo zmiennych. Jednak róbmy tak żeby samemu wyznaczać standardy i  je regularnie podnosić a nie żeby to ktoś ustawowo robił. Jesteśmy bystrym narodem. Damy sobie rade.

Michał Włodarczyk Opublikowane przez: