Między ułudą a koniecznością – o Centralnym Porcie Lotniczym

Jedyny duży przewoźnik lotniczy w Polsce dogorywa na naszych oczach, brak nam jego „następców”, więc kto jest najlepszym źródłem rad jak rozwijać rynek lotów pasażerskich w Polsce? Oczywiście prezes LOT-u, a jakże!

Pan Rafał Milczarski, występował niedawno na Forum Ekonomicznym w Krynicy, gdzie obwieścił światu strategię spółki na najbliższe 4 lata. Występ czy dokumenty są dostępne w sieci więc „googlowanie” zostawiam już Wam.

Mnie osobiście w oczy rzucił się jego tekst na temat Centralnego Portu Lotniczego. Prezes uznał, że jest on NIEBYWALE KONIECZNY by transport lotniczy w Polsce w ogóle się nie zwinął. Oczywiście koloryzuje, ale wielokrotnie powtarzał, że to szansa dla Polski na stanie się węzłem przesiadkowym dla całej Europy, a już na pewno dla jej wschodniej części.

Po pierwsze, największe lotnisko w Polsce- warszawskie Okęcie- rocznie odprawia 11 mln pasażerów, limit szacowany jest na 20-25 mln i jest spowodowany po prostu brakiem miejsca na dodatkowy pas i terminale. „Zaplombowano” możliwość ekspansji portu budując od południa drogę ekspresową S2 a od wschodu S79. Wedle fachowców do granicy przepustowości Okęcie dobije dopiero w okolicach roku 2035 (!). Oprócz rozbudowy „zabije” je wtedy ekologia. Mieszkańcy Warszawy, która w międzyczasie „obrosła” lotnisko, nie zgadzają się na zwiększanie w nieskończoność częstotliwości startów i lądowań, ze względu na hałas.

Po drugie lokalizacja. Obecnie wskazuje się tereny pomiędzy Łodzią i Warszawą. Sory, ale oba te miasta mają lotniska (łódzki Lublinek jest o wiele poniżej swoich ograniczeń), więc miejsce to, przynajmniej na razie jest bezsensowne. Jedyne co za nimi przemawia to bliskość A2 i ważnych linii kolejowych.

To, że się nazywa „centralny” nie znaczy, że musi być w okolicy Łodzi wiesz?

Po trzecie, rola ważnego węzła przesiadkowego, p. Milczarski mówi o nawet 50 mln pasażerów rocznie odprawianych z CPL, który byłby w czołówce największych lotnisk nie tylko Europy ale i świata. Żeby nie być gołosłownym najwięksi przedstawiciele Starego Kontynentu to: londyńskie Heathrow (72 mln), paryskie Charles de Gaulle (62 mln), Frankfurt nad Menem (58 mln), Amsterdam (52 mln), Istambuł (51 mln), madryckie Barajas (40 mln), Monachium (39 mln). Na takim tle planowane polskie „superlotnisko” byłoby wcale realnym planem. Lecz tutaj pojawia się zgrzyt, rysa na tym pięknym szkle, którym są plany czy to kolejnych ekip rządzących, czy również prezesów bankrutujących przedsiębiorstw. Lotnisko miałoby oddziaływać na Polskę, zapewne kraje bałtyckie, Ukrainę i Białoruś, Czechy, Słowację, a dalej to pewnie i Węgry. Tylko w tym momencie zapominamy kilku ważnych rzeczach. Nie mamy ani przewoźnika, który od razu z CPL stworzyłby solidną siatkę połączeń międzykontynentalnych oplatających zasięgiem cały świat, ani renomy, marki, która to powoduje, że klienci chcą wybrać dane lotnisko do przesiadki bo w ich oczach jest warte zachodu. Na domiar złego w naszym kraju brak jest kultury latania, co wynika bezpośrednio z poziomu dochodów, który nie pozwala na używanie samolotu jako naturalnego substytutu kolei czy samochodu na dużych dystansach.

Materiały ministerialne.
Materiały ministerialne. „Fale” pokazują, że Polska ma okazję stać się Londynem, Paryżem albo i Frankfurtem dla Europy Środowej i Wschodniej. Pytania są dwa: czy przekonamy cały region wschodni do latania od nas oraz czy wygramy z Frankfurtem i moskiewskim Szeremietiewem?

Po czwarte, pieniądze. Jak już wspomniałem, Polska a także ościenne kraje nie są na tyle bogate by wygenerować owe utopijne 50 mln pasażerów. Skąd ta piękna liczba w takim razie się wzięła? Ano zsumowano dane z lotnisk naszego regionu. Słowo klucz „region”, bowiem cała Polska wygenerowała w ubiegłym roku nieco ponad 30 mln. Słowem, gdyby zamknięto granice i wszystkie lotniska pozostawiając „przy życiu” jedynie ten CPL to nawet wtedy nie dobilibyśmy chociażby do 40 mln. Dodatkowo koszt budowy wielkiego portu lotniczego oscylowałby w granicy nawet 30 miliardów złotych.

Możliwe lokalizacje CPL w powstającym łódzko- warszawskim konglomeracie urbanistycznym.
przechwytywanie
A tak wygląda obecny stan naszego rodzimego inwentarza, z tego co mamy można by wykrzesać „obsługiwalność” nawet i tych mitycznych 70 mln PAX.

Po piąte…..Modlin. Tak mamy już rozwiązanie problemów zaprzątających głowę pana Milczarskiego. Otwarty w 2012 roku w Nowym Dworze Mazowieckim port jest idealnym „pączkiem kwiatowym”, który rozkwitając może uzyskać nowe pasy, terminale, hangary i całą możliwą infrastrukturę. Co za nim przemawia? Tania ziemia wokół (w porównaniu do Okęcia czy Balic), brak dużych sieci osadniczych wokoło, czy też stosunkowa bliskość Warszawy jak i planowanej drogi S7. Zaczynając od „duoportu” (Okęcie- Modlin) można by „przesuwać” część rejsów długodystansowych w stronę przyszłego CPL. Nie tylko tanie linie ale i te bardziej ekskluzywne. Wystarczyłoby stworzyć liniom premium, low-cost, czarterowym czy typowym-rejsowym , odrębne terminale. Wtedy nikt nie będzie poszkodowany, a każdy dowartościowany wystarczająco. Stopniowe przenosiny skutkowałyby tym, że na Okęciu zostałyby jedynie loty krajowe oraz te do krajów ościennych. Krótszy dystans to mniejsze samoloty, niższe spalanie i zanieczyszczenie, a w konsekwencji cichsze i zdrowsze sąsiedztwo dla Warszawiaków. A także tańsze, zamiast 30 mld, koszt rozbudowy Modlina powinien się zamknąć w granicy 8-10 mld. Resztę można by przeznaczyć chociażby na remont innych lotnisk, oddalonych od stolicy, jak poznańska Ławica, śląskie Pyrzowice czy gdańskie Rębiechowo. Tak, by oprócz Warszawy były inne dobrze prosperujące i liczące się na świecie lotniska.


W obecnych czasach lepiej inwestować w to co jest. Średnio chce mi się wierzyć, że Pomorzanie będą chcieli jechać specjalnie (lub lecieć się przesiąść) w CPL gdyby był zlokalizowany na Śląsku, podobnie nie widzę Górala, który by spod samiuśkich Tater wędrował na Mazury by odlecieć spod Olsztyna (gdyby tam ministerialni wyznaczyli owy port lotniczy). Zatem na lotach, które są najczęstsze w Polsce (nie wykraczające poza granice kontynentu) najlepiej sprawdzą się te lotniska, które mamy. Konieczne będą niekiedy spore modernizacje, lecz czy nie lepiej mieć (tyle co obecnie) 14 portów regionalnych dla ruchu europejskiego od Portugalii po Rosję, oraz jedno w Warszawie dla transportu światowego. Celowo nie powiedziałem o którym stołecznym lotnisku myślę.

Tak czy siak, jeśli obliczenia się sprawdzą, to do 2035 będzie polski ruch pasażerski wzroście do prawie 80 mln osób. Wtedy na decyzję będzie już za późno. Dlatego myśląc zawczasu, trzeba się zastanowić czy lepiej stworzyć piękny monument architektury i techniki, który temu sprosta kosztem rozbudowy obecnego inwentarza….czy właśnie „odpicować co się ma” i rozbudować jeden z istniejących portów do wymarzonych rozmiarów CPL.

Michał Włodarczyk Opublikowane przez: