Komu jena, komu?

W naszych głowach Japonia to nadal kraj rozwoju, sukcesu i bogactwa. To prawda, w ciągu kilku dekad udało im się powstać ze zgliszczy II wojennych i stać się potęgą. Jednak przegrzanie gospodarki nigdy nie jest dobre. Nota bene podobne ryzyko spowija przyszłość gospodarki wielkiego sąsiada Japonii- Chin.

Jednak skupiając się na kraju Kwitnącej Wiśni, czy nie powinno się rozwijać kraju jak najszybciej? Ano właśnie nie. Nie za wszelką cenę, należy etapami, po kolei wszystko zrobić. Pewnych etapów nie da się przeskoczyć. Tak w Japonii, gdzie zawsze długowieczność była wpisana w genotyp ludności do niedawna zaleta (przekazywanie mądrości) teraz zaczyna ciążyć. Niesamowite tempo starzenia się stanowi zagrożenie dla ekonomii, bo wedle szacunków do 2050 ludzi powyżej 50 rż. będzie więcej niż tych poniżej. Przerzucenie się na kapitalizm i to w pełnym jego zakresie dodatkowo obciążyło ich system gospodarczy. Do tej pory hierarchiczna społeczność zaimportowała do siebie kapitalistów amerykańskich, którzy swoją wiedzę połączyli i „spersonalizowali” specjalnie pod Japończyków. W ten sposób udało się stworzyć „japoński cud gospodarczy”.

Obecnie dług publiczny wynosi 230% PKB Japonii, czyli ponad 1,025 biliarda(!!!!) jenów. Była synonimem rozwoju, swego czasu nawet Polska chciała być „drugą Japonią”. Jednak przegrzanie, starzenie się społeczeństwa i ogólny spadek znaczenia tego wyspiarskiego kraju na arenie międzynarodowej spowodowały obecny problem zadłużenia.

Tym co odróżnia Japonię od Polski, Hiszpanii czy chociażby Grecji, to brak ryzyka bankructwa i presja wierzycieli. Dług jest zaciągnięty w ponad 90% u Japończyków, którzy nie chcą upadku swojej ojczyzny, zaś jako, że maja oni własną walutę, teoretycznie mogą dodrukować i swobodnie manipulować jej wartością wedle uznania. Tabela największych banków światowych nie pozostawia złudzeń. W latach 90. dominowały tam podmioty znajdujące się w japońskich rękach. Jak to wygląda obecnie? W dziesiątce największych jest tylko jeden z ojczyzny sake. Kiedy ogarnia się problem obecnej ekonomii tego kraju faktycznie może zaistnieć potrzeba wychylenia kieliszka. Być może najbliższe dekady będą kluczowe i tak….wszyscy w tym i ja zastanawiam się czy uda im się stanąć na nogi, czy nadal będą zjadać własny ogon.

Jednak dziwi mnie niesamowicie najnowsza wieść: Japonia przekaże 30 mld dolarów dla krajów afrykańskich.

Say whaat?

Nowy plan, ogłoszony przez premiera Shinzo Abe, jest 3 letni, opiera się głównie na inwestycjach w infrastrukturę i współpracy z Afrykańskim Bankiem Rozwoju. Kraj na wyspach, targany trzęsieniami ziemi zamierza walczyć o wpływy na Czarnym Lądzie, gdzie od lat prężnie działają już Chińczycy. Czy uda się (nie pokonać na tym polu Chiny bo nie opowiadam tutaj bajek) zyskać na tej inwestycji, czas pokaże. Nie wierzę bowiem, że przy obecnej sytuacji japońskiej gospodarki i społeczeństwa, które jest zadłużone na potęgę, iż takie inicjatywy są podejmowane jedynie z pobudek filantropijnych.

Michał Włodarczyk Opublikowane przez: