Henio z Tesco wraca do domu?

Polska marketami stoi. Nie budzi wątpliwości, że w ciągu 25 lat tworzenia się demokracji i kapitalizmu w Polsce postsowieckiej, utraciliśmy prawie, że całkowicie rodzimy handel. Nic to, że uznaje się naszych rodaków na ludzi przedsiębiorczych i obrotnych, świetnych i błyskotliwych marketingowców. Wpojono nam, że to co zagraniczne jest z założenia lepsze, niezależnie czy to amerykańskie papierosy, niemiecka maszynka do golenia czy chińska zabawka z targu za 5 zł.

Takie podejście niesie za sobą katastrofalne skutki dla gospodarki czyli ludzi. Bo jeśli wydajemy pieniądze tylko na produkty z importu to nie ma szans by utrzymać dotychczasową produkcję rodzimą. W następstwie spada zatrudnienie a ludzie na bezrobociu (nawet mimo zasiłku) nie zrekompensują strat. Najczęściej nawet nie są świadomi, że sami sobie to zgotowali i nadal kupują zagraniczne dobra.

Obecny rząd głosi wiele haseł, między innymi repolonizacji i reindustrializacji. W domyśle chce osiągnąć oba te założenia, więc dużo fabryk w polskich rękach. Cóż, fabryk w Polsce powstaje stosunkowo dużo, jednak są to zagraniczne inwestycje i są podyktowane nie miłosierdziem i chęcią dania pracy lecz tym że Polacy są tańsi niż Włosi, Niemcy czy Austriacy. W momencie stabilizacji sytuacji na Ukrainie czy nawet Białorusi, cały przemysł zagraniczny przeniesie się w kilka miesięcy za wschodnią granicę. Bez mrugnięcia okiem spowodują wzrost bezrobocia w Polsce o kilka dobrych procent. Nikogo nie będą obchodzić bezrobotni ludzie, głodne dzieci i starcy bez srodków na leki. Dla wielkich koncernów jesteśmy jedynie kolejnym rynkiem siły roboczej, gdzieś w II świecie (o podziale na 3 kategorie „światów” kiedyś opowiem).

Jednak do tych rozważań doprowadziła mnie informacja, że jedna z największych sieci handlowych planuje drastyczny krok- kapitulację i odwrót z Europy Wschodniej. Póki co mowa jest o Czechach, Słowacji, Węgrzech oraz Polsce właśnie. Tesco, bo o nim mowa, zamierza sprzedać w jednym pakiecie wszystkie swoje sklepy we wcześniej wymienionych krajach. Jest to kolejny krok, bowiem już na początku 2015 władze firmy zrezygnowały z projektów nowych sklepów i zamknięto 43 placówki. Obecna decyzja związana jest z problemami sieci, która odnotowuje spadek dynamiki sprzedaży. W 2016 w porównaniu do ubiegłego wzrost o 0,1 procenta. Niby nic a powinno cieszyć. Niestety w porównaniu do akcji marketingowych, promowania sprzedaży online i przechodzenia na kasy samoobsługowe wzrost powinien być o wiele większy. Szukając oszczędności firma może zacząć niedługo zjadać własny ogon i kolokwialnie zacznie się „zwijać”.

Mimo ważnej pozycji na europejskich rynkach, być może niedługo będziemy świadkami jak to zniknie z krajobrazu polskich miast szyld TESCO podobnie jak w 2014 roku zniknął Real. Zapewne sklepy nie będą squotami ani nie przerobi się je na uczelnie wyższe, a po prostu ktoś je kupi i rozszerzy swoją pozycję o nowe miasta i lokacje.

Pytanie czy będzie to ktoś kogo już znamy czy zupełnie nowy gracz?

Michał Włodarczyk Opublikowane przez: