Dlaczego WIG20 szoruje po dnie?

Dlaczego WIG-20, a co za tym idzie polska giełda nie może utrzymać nawet małego trendu wzrostowego? Czym spowodowany jest marazm, niskie zyski i posępne miny analityków? Oto kilka tez.

Płytkość rynku


Jeśli mówimy o tzw. „głębokości” czy „płytkości” rynku (nie myl z płynnością) zazwyczaj określamy ilość gotówki, wartość spółek notowanych na giełdach w kraju (kapitalizację) czy chociażby wartość gospodarki danego kraju. Biorąc ten ostatni aspekt pod lupę, zauważyć można, że nasza rodzima trójsektorowa gospodarka wypracowuje  łącznie niecałe 600 mld dolarów. Jest to wynik ubiegłoroczny, według szacunków w tym roku urośnie o 3,5 a nawet i 3,8% (zdaniem ministra Morawieckiego). Mimo wszystko to będzie mniej niż największa firma na świecie – znane wszystkim Apple Inc. Wartość firmy z Cupertino szacowana jest na 614,01 miliarda dolarów (na dzień dzisiejszy). Jest to więcej niż wartość wszystkiego co wyprodukowano w prawie 40 mln kraju w sercu Europy. Dość zaskakujące. Oznacza to, że wystarczy jedna firma by zatrząść gospodarką, wystarczy umiejętny „atak” by móc położyć na kolana cały kraj. Na szczęście to tylko gdybanie, bowiem każda korporacja chce maksymalizować zysk. Jej ma być wygodnie, a szefostwo ma opływać w dostatki. Jednak są na świecie bogaci spekulanci, czy to prywatni inwestorzy czy nawet całe fundusze lokujące powierzone im środki by na nich zarobić. W kwestii tych podmiotów już tak spokojny o skrajny egoizm i sadyzm (w postaci panowania, niszczenia i budowania gospodarki wedle własnego widzimisię) bym nie był.

Płytkość to też prowincjonalna pozycja międzynarodowa, jaką bez wątpienia piastuje Polska. Obecnie jesteśmy wg MFW (Ci od stabilnego rozwoju) na 25 miejscu na świecie. Na ten przykład PKB Stanów Zjednoczonych to 17 bilionów („siedemnastka” i 12 zer!) dolarów, oczywiście amerykańskich. Taką gospodarką już ciężej poruszyć. Potrzebny byłby atak spekulacyjny wielu wielkich firm, jakoś do tego dorzucić rządy i dopiero wtedy można by coś zdziałać. Mniejszych gospodarek, ale wciąż potężnych, jak Wieka Brytania ta zasada dotyczy o wiele mniej. Dlaczego? Otóż przykład Czarnej Środy z 1992 kiedy to jedna osoba, Amerykanin żydowsko-węgierskiego pochodzenia, George Soros mógł pokonać wielki Bank Anglii i spowodował, że ojczyzna Jasia Fasoli straciła aż 3,4 mld funtów. Oczywiście w ekonomii nie ma próżni ani nic nie znika. Jako że Anglicy stracili, toteż ktoś musiał te miliardy zarobić. Około miliarda przypadło „winowajcy” tego spektaklu. Pokazuje to jedynie, że nawet sporym „graczem” może poruszyć de facto jedna osoba.

Ile PKB a ile na giełdzie?


Ważnym aspektem jest też nie tyle ile gospodarka wytworzy, ale ile z tego co zarobiono, zaoszczędzono i zainwestowano trafiło na rynek finansowy. Upraszczając spójrzmy tylko i wyłącznie na giełdę.

Największa giełda na świecie, pod względem kapitalizacji, to nowojorska NYSE. Jej wartość sięga 18,83 bilionów dolarów. Jeśli porównamy to do ich PKB to zobaczymy, że więcej jest warta giełda niż cała gospodarka. Wszystko i wszyscy pracują na zysk. Warto dodać, że NYSE to nie jedyna amerykańska giełda, jest ich kilka. A jak to wygląda w Polsce? Przy naszym PKB oscylującym w okolicach 0,5 biliona dolarów, jedyna giełda w kraju wypracowuje wartość na poziomie niecałych 170 mld dolarów. Wniosek? W Polsce niewiele się inwestuje, a i spółki notowane na parkiecie warszawskim nie są jakoś specjalnie majętne. Mała różnorodność (484 spółki) o małej zmienności wartości (popularna cecha europejska) to kolejny powód małych zysków dla inwestorów.

Przegląd rynku- największe firmy są państwowe


Kiedy państwo zbyt mocno wtyka nochal do gospodarki jest źle. Gwoli ścisłości, kiedy nie robi totalnie nic, to też różowo nie jest, klucz do sukcesu do znaleźć złoty środek i umiar. Ale przeanalizujmy największych z GPW.

TOP 10 spółek:

  1. Pekao
  2. PGNiG
  3. PKO BP
  4. PZU
  5. PGE
  6. BZ WBK
  7. PKN Orlen
  8. KGHM
  9. mBank
  10. ING

Pogrubiłem specjalnie te spółki, które są państwowe. Zaskakujące ale i zasmucające, że w dziesiątce największych są same spółki skarbu państwa….i banki. To oznacza, że nie opłaca się w kraju nic oprócz pracy w biurokracji państwowej albo w banku. Może przesadzam, lecz sytuacja jest niezbyt optymistyczna. Jeśli przejrzymy te podmioty po branżach to faktycznie, jest różnorodność. Lecz gdy nałożymy drugi filtr – własność- to czar pryska. Poza tym te banki prywatne też mają kapitał głównie zagraniczny (holenderski, niemiecki, hiszpański i włoski) więc mowa o silnym rodzimym rynku bankowym jest nieco na wyrost. Mamy silne banki na naszym rynku, ale nie są one polskie. Jedyny mocny gracz (pomijam Getin świadomie, ze względu na ich problemy) to PKO BP. Jest też Alior Bank, jednak on nie jest w peletonie. Brak choćby jednej silnej marki o znacznej wartości na giełdzie produkującej bądź świadczącej usługi niefinansowe i do tego w pełni prywatnej pokazuje słabość i pewnego rodzaju problemy okresu dojrzewania. Rynek nasz powiem nie należy do wysoko rozwiniętych.

Nikły udział inwestorów


Mało konkurencyjne dywidendy a często ich brak (czasowy lub stały) nie zachęcają inwestorów z gatunku zapobiegliwych, którzy analizują i wkładają pieniądze na długi czas w konkretne spółki. Dodatkowo, Ci bardziej agresywni gracze, którzy żerują na nagłych spadkach i wzrostach również nie mają zbytnio czego szukać, bo spektakularnych wariacji na wykresie notowań nie uświadczymy zbyt często. Ewentualnie podczas wchodzenia nowej spółki na rynek.

Powoduje to sytuację, że Ci spokojni nie widzą potencjalnego zysku i inwestują pieniądze gdzieś indziej, zaś Ci agresywni i niecierpliwi się zwyczajnie nudzą. Inwestorów nad Wisłą jest mało, nie ma co ukrywać. W Stanach akcje posiada 55% obywateli, u nas….uwaga…..4,5%. Świetny wynik prawda?

W Stanach akcje posiada 55% obywateli, u nas….uwaga…..4,5%

Uzależnienie od polityki


Kolejnym problemem z jakim się nasza mała giełdka mierzy jest uzależnienie. Nie mówię o jakichś używkach, substancjach tajemnych czy innych nadmiernych przyjemnościach. Chodzi o swoisty kaganiec jaki nałożyła na nią władza. Zaskakujące, bo 8-letni przeszło okres rządów Platformy Obywatelskiej powinien zmniejszyć biurokrację, wszelkie prawo powinno być uproszczone. Krótko mówiąc powinna przebiec gładko liberalizacja. Tak przynajmniej wynikać by mogło z poglądów głoszonych przez partię. Okres bardzo ważny, kiedy uniknęliśmy kryzysu, były nawet szanse, że GPW stanie się znaczącą giełdą w Europie Wschodniej, konkurującą z Wiedniem. Dla tych co się już zajawili….ochłońcie, to już można włożyć między bajki o Kopciuszku.

Obecnie rola takie kopciucha, przynajmniej przez najbliższe lata nam chyba przypadnie. Bowiem wig20, czyli indeks 20 największych spółek jest …..no właśnie, większość giełd rośnie a naszej się podoba jak jest i kręci się w miejscu od jakiegoś czasu.

Nie ważne czy na czymś się znasz. Ważne kogo znasz.

Problem w tym, że inni idą do przodu, czasami wolno ale jednak. My stojąc, tak naprawdę zostajemy w tyle. Wszystko  przez to, że spółki skarbu państwa są niezwykle ważnych elementem giełdy, a one zależne są od cyklu wyborów. Rotacja co wybory kadr, głównie tych wyższego szczebla nie pozwala na zbieranie fachowców, bo nie ważne czy na czymś się znasz. Ważne kogo znasz.

Mała gospodarka, brak dużej globalnej marki


Ten punkt nietrudno rozwinąć. Brakuje nam jakiejś dużej firmy….nie musi być od razu gigantem i numero uno w danej branży. Wystarczy żeby była w czołówce. Nie mamy ani nic w handlu, ani bankowości i finansach, brak w farmaceutyce czy całym gremium biologiczno-chemiczno-fizycznym. Nie wspominam już nawet o IT, bo informatykę promujemy, rozwijamy specjalistów, lecz brak nam firmy o zasięgu światowym (w tej branży tylko globalna skala daje możliwość wybicia się). Nie spodziewam się, że nagle wyrośnie nam drugi Microsoft, Facebook czy Alphabet. Jedna….na wspomnienie o ubitym konkurencie IBM- Optimusie- łezka się kręci.

Cena własnej waluty


Ujemny bilans handlowy i słaba złotówka to powody dla których dodatkowo giełda, nie zależnie czy znajdowałaby się w Warszawie, Koszalinie czy Gnieźnie, miałaby problemy. Złoty polski, potocznie złotówka, jest jedynie w jednym kraju, nikt więcej się nią nie posługuje. To co daje nam możliwość lepszego reagowania na kryzysy i perturbacje na rynku jednocześnie „kastruje” możliwości rozwoju tegoż rynku. Ceną jaką ponosi się za własną walutę, jest oprócz jej drukowania, wolniejsze tempo rośnięcia. No chyba, że jesteście Chinami czy USA. Mocna waluta (nie tylko w kontekście kursu) to dodatkowy pomnik potęgi gospodarki kraju. Kiedy juan jest mocny, to Chińczycy są mocni, kiedy dolar notuje rekordowe wartości, Amerykanie dumnie wypinają pierś, kiedy euro  rośnie….to sukces Niemców, ale cieszą się wszyscy w eurozonie.

Miałem jeszcze o bilansie wspomnieć. Krótko mówiąc, mniej sprzedajemy niż kupujemy. Mniej zarabiamy niż wydajemy. Mniej warte jest to co sprzedajemy….od tego co musimy kupić.

Porównanie do nikkei czy dow jones nie ma zbytnio sensu. To dwa światy. Mówię o Japonii i Stanach. Między nimi jest kilka „półek”. Bo warszawska giełda niestety do nich się nie umywa. Chciałbym, żeby było inaczej, jak zapewne większość z nas. Może kiedyś się uda, wszakże obecny rząd coś chce ruszyć w kwestii inwestycji i rozwoju. Jak wyjdzie, zobaczymy.

Najtańszy wskaźnik giełdowy świata.


Na deser ciekawostka. Ostatnie spadki spowodowały, że przez jakiś czas nasz indeks giełdowy WIG20….był najmniej wartym indeksem na świecie. Za Czechami, dawną Jugosławią, Ukrainą i innymi „pionierami”.

PS. Przepraszam, za przerwę ale nowy rok akademicki….nowy rok nowa ja 😀 zajęć sporo do ogarnięcia a doby wydłużyć nie sposób.

Michał Włodarczyk Opublikowane przez: