Bruksela chce nas spowolnić na drodze

Mówiliśmy ostatnio o autostradach w Polsce. Dzięki Bogu ograniczenie na nich jest najwyższe w Europie i można jechać do 140 km/h. Biorąc pod uwagę „margines” błędu fotoradarów policji, w praktyce najczęściej można jechać nawet 150 km/h. Dodatkowo niedługo już będzie ich w Polsce ponad 4 000 km, więc będzie gdzie jeździć.
 
Jednak Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu chce (a dokładnie to Antonio Avenoso) by na autostradach limit w Polsce wynosił 120 km/h, zaś w terenie zabudowanym całodobowo 50 km/h (czyli bez podwyższonego limitu 60 km/h między 23:00 a 5:00). Dodatkowo chce on by pieszy miał pierwszeństwo już po zbliżeniu się do przejścia przez jezdnię.
 
Celem ma być zmniejszenie liczby wypadków i ofiar oraz generalne zwiększenie bezpieczeństwa na drogach.
 
Ja tam widzę sens w walce z wypadkami….jednak czy jest to dobra strategia? U nas wypadki są przez brawurę, alkohol, gadanie przez telefon i nie przestrzeganie zasad ruchu (wyprzedzanie na trzeciego, wymuszenie pierwszeństwa)
 
Jesteśmy obecnie w czołówce krajów pod względem wypadków w Unii. Jednak walczmy ze złymi nawykami, nadmierną prędkością etc. Pytanie czy znając naszą naturę i temperament, zaciskanie nam pasa niższymi prędkościami nie spowoduje, że więcej będzie wykroczeń?
 
Na to remedium jest proste, podnieść znacząco mandaty… jednak to jest moim zdaniem quasi rozwiązanie. Najlepiej byłoby wywindować wartość mandatów za „głupie” wykroczenia (głupie w sensie wynikające z głupoty kierowcy) czyli alkohol, telefon przy uchu, wymuszanie, zajeżdżanie drogi czy jazda 100 km/h przez osiedle.
 
Jednocześnie budujmy drogi szybkiego ruchu, rozwijajmy się, bogaćmy i kupujmy nowsze auta i sukcesywnie bezpieczeństwo się poprawi. 
Michał Włodarczyk Opublikowane przez: